Połów
Anna Strażyńska wychowywała się w Sopocie, ale gotować nauczyła się w Bretanii — u Patricka Henriroux, który nauczył ją trzech rzeczy: czystości produktu, cierpliwości oraz tego, że nie wszystko warto smażyć.
Zanim wróciła do Polski w 2007 roku, pracowała w Miami (przy planie filmowym), w Los Angeles (Nobu Beverly Hills), w Dubaju (kuchnia hotelu Burj Al Arab) i w Nowym Jorku (Boulud, dwa miesiące, jako line cook na rybach).
W 2008 roku otworzyła Tawernę z mężem nad Odrą. Pierwsze menu napisała w trzy dni. Pierwszego gościa — o godzinie szesnastej, w sobotę — obsłużyła sama.
Ogień
Filozofia Anny opiera się na trzech zasadach: produkt jest ważniejszy od techniki, sezon ważniejszy od trendu, ogień ważniejszy od piekarnika.
Tawerna ma własną hodowlę pstrąga i raczków rzecznych, własny ogród ziół na dachu palarni kawy, kontrakty z dziewięcioma rybakami z Bałtyku, którzy dzwonią o piątej rano, gdy są warci uwagi.
Otwarte palenisko w głównej sali pali się od osiemnastej do północy. Anna nazywa je sercem restauracji. Goście, którzy zamawiają stolik przy palenisku, robią to z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.
Pokład
Tawerna nie jest restauracją. Jest portem: sala dla 200 osób, namiot dla 1000 nad mariną, 50 miejsc noclegowych (60 z dostawkami), helipad na dachu pawilonu kapitańskiego, jacht Kapitan III dla rejsów degustacyjnych po Odrze.
Anna mówi, że Tawerna to scenografia — każdy element został zaprojektowany, żeby wieczór dał się zapamiętać bez aparatu. Widok na marinę z każdego stolika nie jest przypadkiem. Zapach drewna bukowego z paleniska niesionego wiatrem od mariny też nie.
W 2025 roku Tawerna obsłużyła 47 wesel, 312 kolacji autorskich, 18 koncertów na pomoście, dwa lądowania helikoptera VIP. I jeden statek z osiemdziesięcioma osobami z San Sebastian, którzy przyjechali specjalnie zjeść.
Następne 30 lat
W 2026 Anna otwiera szkołę kucharską na pokładzie — dwunastu adeptów rocznie, rok pracy w kuchni Tawerny, miesiąc stażu w Bretanii. Pierwszy nabór już zamknięty.
Palarnia kawy działa od marca: brazylijska Yellow Bourbon, etiopska Yirgacheffe, kolumbijska Geisha — wszystkie palone na miejscu, parzone w restauracji, sprzedawane w paczkach 250 g w sklepie Tawerny.
Butelkowanie cydru z hodowlanych jabłek — pierwsze 800 butelek wyjdzie jesienią 2026. Koniaki, nalewki domowe, ocet jabłkowy w litrach. To nie marketing — to pożytek z własnego sadu, który wreszcie obrodził.